Słowem wstępu

Jako, że od kilku dni posiadam TrackIR piątej generacji w wersji z TrackClip Pro, to chcę się z Wami podzielić pierwszymi wrażeniami z użytkowania. Od razu zaznaczam, że to są moje prywatne, subiektywne odczucia i wrażenia związane tym sprzętem.

Jednak zanim przejdę do samego urządzenia, jestem prywatnie mega wdzięczny Jarkowi za odpowiadanie na moje niezliczone pytania i rozwiązywanie wątpliwości związanych z TrackIR, zarówno przed zakupem, jak i w pierwszych momentach jego używania. Jarku – jeszcze raz wielkie dzięki!

W samym X-Plane– i ogólnie lataniem na symulatorach, można śmiało rzec, że jestem nowicjuszem – mam „wylatane” nieco ponad 300 godzin. Jednak większą część w mojej biografii poświeciłem na symulatory bardziej przyziemne – Euro Truck Simulator, czy symulatory wyścigowe pokroju Assetto Corsa, oraz chyba już mityczna w środowisku simracingowym  – iRacing, przez niektórych pieszczotliwie zwana Irką. Jako fan F1 nie mogłem odpuścić oficjalnej serii gier F1. We wszystkich „kołowych” symulatorach (lub/i grach – jak kto woli) spędziłem godziny spokojnie liczone w tysiącach. Dużo, czy też nie, nie chce się nad tym tutaj rozdrabniać – po prostu chcę Wam trochę przybliżyć do czego używam TrackIR i to, jakie mam „obeznanie” w tytułach.

Geneza

Obecnie posiadam jeden monitor 27” w rozdzielczości 4K. Niestety, ale ilość miejsca, a właściwie jego brak przy moim stanowisku wyklucza możliwość posiadania kilku monitorów, a mieszkanie w blokach z wielkiej płyty i towarzyszącemu im metraż skutecznie eliminują możliwość posiadania „specjalnego pokoju do gier”. Jak się nie ma co się lubi… No właśnie. Więc zacząłem się rozglądać za alternatywami.

Aha, byłbym zapomniał –  to że nie mam stanowiska wielomonitorowego, to nie znaczy, że nie mam z takimi doświadczenia i porównania. Wielokrotnie  simracingowi znajomi ze stolicy gościli mnie na swoich „simrigach” z prawdziwego zdążenia: 3 monitory po 32 cale każdy, przytwierdzone ergonomiczne fotele i takie tam. Generalnie „zabawki” droższe niż niejeden prawdziwy samochód i to kilkuletni.
No ale kto w hobby liczy wydane pieniądze, ten chyba nie traktuje go poważnie 😉

Wracając do alternatyw: najpierw testowałem VR – Oculus Rift S, jak również HTC Vive Pro Eye z wbudowanym Tobii Eye Tracker. Wrażenia? No super, bez względu na wersję. Immersja niespotykana, normalnie jakbyśmy byli w kokpicie/kabinie. Po 10min możemy się naturalnie obracać w każdą stronę, co jest mega. Jednak na dłuższą metę (godzina i więcej) było to dla mnie uciążliwe (sam ciężar tego) i bolały mnie oczy. Dodatkowo cena, oraz ilość wspieranych tytułów spowodował, że potraktowałem je tylko jako ciekawostkę na przetestowanie.

Kolejnym etapem były wszelakie trackery: Face Tracking, Eye Tracking itp. etc. Testowałem zarówno rozwiązania w oparciu o zwykła kamerkę internetową – FaceTrackNoIR ,oraz te, które są domowym odpowiednikiem tytułowego TrackIR, czyli rozwiązania oparte na przerobionej kamerze z PlayStation 3 oraz diodach podczerwieni za niespełna stówkę, z portalu aukcyjnego. Wszystko w oparciu o darmowy OpenTrack. Działanie? Cytując klasyka: tak średnio bym powiedział. Być może wynika to z faktu, że działa to z max chyba 60fps, no i obciąża procesor. Niby dało się to używać – i wiele osób z powodzeniem używa! – jednak mi czegoś brakowało. OpenTrack’owi poświęciłem kilkadziesiąt godzin i właściwie tylko mnie irytował, bo czułość i dokładność była momentami wręcz losowa. Do tej pory nie wiem z czego to wynikało – jakości wykonania tego w ramach DIY, kiepskiej kalibracji całości przeze mnie w oprogramowaniu, energii kosmicznej, czy może wszystko jednocześnie. Jak wspomniałem wiele osób z powodzeniem tego używa i zachwala, jednak ja i mój znajomy mieliśmy z nim średnie doświadczenia. O ile w X-Plane używanie go w samolotach GA (głównie Cessna) jeszcze dawało trochę przyjemności, bo mogliśmy się spokojnie rozglądać po kabinie, a przycisków tam za dużo nie ma (a i tak wszystko jest  przed nami) o tyle w takim B-737 nienaturalnie musiałem ruszać nie tylko głową, ale praktycznie całym ciałem, aby „dostać się” do jakiegoś przełącznika na nad głową. Używanie tych rozwiązań w wyścigach typu AC czy Irce było praktycznie niemożliwe. Tam często na ułamki sekund należy odwrócić się w prawo/lewo czy to aby zerknąć w lusterko czy też przez boczną szybę, aby zobaczyć gdzie jest przeciwnik, i przy takich  ruchach całość kompletnie głupiała (a razem z tym widok naszej kamery)  i często powodowało po prostu rozbicie pojazdu. Po kilkudziesięciu minutach frustracji po prostu porzuciłem te rozwiązanie na długo do szafy (autoreklama: jeśli ktoś ma ochotę, to wersję z PS3 Eye i diody na USB chętnie sprzedam w atrakcyjnej cenie :D).

Oczywiście, trzeba też wspomnieć o systemie Tobii Eye Tracking. Kosztuje nieco ponad 700zł i poza śledzeniem ruchów głowy, to śledzi także ruch naszych oczu (fajna sprawa, szczególnie, że może posłużyć jako metoda odblokowywania komputera z Windowsem). W stosunku to TrackIR rozwiązanie wydaje się fajniejsze, bo raz, że tańsze, a dwa nie wymaga niczego na głowie. Jednak wspiera tylko jeden tytuł, w który gram (F1), a do X-Plane można przy użyciu dodatkowego pluginu „domowej roboty” – przynajmniej tyle udało mi się wyszukać informacji.  Opinie  w Internecie nt. „co wybrać?” także zdecydowanie wskazują na TrackIR, więc wybór stał się dla mnie oczywisty.

I tak też 950zł później stałem się posiadaczem TrackIR.

TrackIR

Długo nosiłem się z zamiarem zakupu tego „cuda”, które w obecnej, piątej wersji właśnie jest 10 lat na rynku! Jego cena również odstrasza i to skutecznie: 950zł w oficjalnej polskiej dystrybucji w wersji z TrakClip Pro (w zestawie znajduje się również klasyczny na czapkę).

Pierwsze wrażenie po rozpakowaniu? Jakie to małe (ta „kamerka”)! Pomimo oglądania chyba wszystkich możliwych filmików na YouTube wydawało mi się, że jest po prostu większy. Co do jakości wykonania przy pierwszym macaniu nie mam zastrzeżeń. Solidna robota. Ciekawe jest mocowanie stopki na magnes – mimo wszystko robi to dobrą robotę i po kilku minutach nurkowania w czeluściach kabli pod i za biurkiem był podłączony. Ten „odbłyśnik” do zamocowania na czapce również sprawa wrażenie solidnie wykonanego – nie jest to plastik, a jakiś metal. Może jakieś aluminium? Nie wiem, w każdym razie wygląda solidnie, jest super lekki i nie jest z plastiku. Nie przywiązywałem do niego większej uwagi, ponieważ i tak poszedł w odstawkę – w końcu kupiłem wersję z TrackClip Pro. I tu trochę niemiłe zaskoczenie – jakość jego wykonania może nie jest kiepska, jednak według mnie znacząco gorsza w stosunku do pozostałych elementów zestawu. Plastik sprawia wrażenie kiepskiego, i jakby miał się zaraz połamać, również samo mocowanie jest dosyć toporne i nie dziwi mnie teraz , że tyle osób w Internecie ma już go posklejanego w różnych miejscach. Przewód USB jest stosunkowo cienki i wykonany z przyjemnego i super elastycznego materiału, co jest dość ważne, że zwisa swobodnie, pod ciężarem, a nie trzeba go wyginać niczym sztywny drut. Jego długości nie znam, ale wydaje mi się, że to okolice 2 metrów, albo i więcej – dociekliwi niech sprawdzą u producenta.
Jako miły dodatek należy wspomnieć, że TrackClip Pro przy końcówce USB do komputera posiada rozgałęźnik USB – „kamerkę” wpinamy najpierw do TrackClipa Pro, a tego dopiero komputera – dzięki czemu zajmuje tylko jeden port USB w naszym komputerze. Mała rzecz, a cieszy 😊

Aplikacja do obsługi urządzenia to po prostu bajka. Uruchamiam program, wybieram którą wersję czujników posiadamy (na czapkę, czy USB) i …właściwie gotowe! Predefiniowane ustawienia czułości itp. (szczególnie na początek) powinny zadowolić 99% użytkowników. Sam obecnie z nich korzystam. Płynność i dokładność, a przede wszystkim szybkość reakcji – jest niemal natychmiastowa. Przesiadka z rozwiązania DIY do TrackIR – przekładając na język motoryzacji – to jak przesiadka z hmmm …Poloneza do Mercedesa – i wcale nie przesadzam. Oba dowiozą nas do celu (przekładają ruch głowy na kamerę), ale z jaką dokładnością, szybkością i niezawodnością – 120Hz jednak robi robotę. Co ważne – właściwie nie obciąża procesora, ponieważ za wszystko odpowiada ta „kamerka” i w niej dzieje cała magia.  W aplikacji miła jest funkcja wykrywania uruchomionej gry  i przypisania jej indywidualnych profili ustawień – od razu sam z tego skorzystałem, bo w każdym tytule, w jaki gram, używam innego guzika do centrowania kamery.

Kompatybilność w grach. To jest dość ważny czynnik.  W tytułach „samochodowych” w jakie gram TrackIR wykrywany jest automatycznie, nic nie musiałem włączać. Po prostu uruchomiłem grę i działa.
I to działa zajeb …zajefajnie mega dobrze.

W X-Plane możemy to zrobić dwojako: możemy w ustawieniach zaznaczyć opcję, aby włączyć natywne wsparcie dla TrackIR, które działa dobrze, jednak za namową Jarka od razu skorzystałem z drugiej opcji: płatnej wersji pluginu X-Camera. Pierwszy lot – domyślna Cessna w wersji z klasycznym osprzętem (jakoś nie pasuje mi w jej klimacie „glass kokpit”). Jak tylko załadowało samolot i poruszyłem głową… szczęka mi opadła. Wiem, że po raz któryś się powtarzam, ale płynność i naturalność tego rozwiązania jest po prostu wgniatająca w fotel w momencie przejścia z rozglądania się po kokpicie myszką. 6DOF robi swoje. Nie tylko widzę już co jest po bokach za oknem, ale wystarczy, że pochyle się bliżej ekranu, aby obraz przybliżył mi się na interesujące mnie instrumenty. Bomba! Koniec z używaniem kółka w myszce lub XX zaprogramowanych ustawień sztywnej kamery.  Szybki lot z PHMK (swoją drogą polecam z darmowym Ortho całego archipelagu wysp!) po okolicznych wysepkach i można się w końcu rozkoszować lotem oraz poczuć namiastkę jakiejkolwiek imersji. Lekko odchylam głowę i już widzę przez okno co jest pode mną z lewej strony. Szybki obrót głowy w prawo i widzę przez okno ocean. A to wszystko bez odrywania rąk od wolantu.

Po niespełna godzinie w Cessnie postanowiłem przesiąść się na coś większego – wybór padł  na Boeinga 737 w wersji od Zibo. Tutaj również spoglądanie na tablet, przez okno, przed siebie czy też na „deskę rozdzielczą” przed nami to istna bajka. Jednak już sięganie do wszelakich przełączników nad głową, z fotelu kapitana było trochę uciążliwe. Bo jednak w rzeczywistości odegniemy się i przekręcimy całym ciałem, aby przełączyć jakiś oddalony przełącznik. Tutaj musiałem w dość dziwny i trochę niekomfortowy sposób (ale ciągle z zachowaniem precyzji i płynności działania!) odgiąć i przekręcić głowę, aby kamera skierowała się tam gdzie chce, a w tym momencie na monitor spoglądałem już trochę pod kątem. Trochę to było słabe, jednak z pewnością wynika z kwestii dobrego ustawienia w oprogramowaniu TrackIR reakcji na przesuwaniu się całym ciałem w osiach, a nie tylko obracaniem. Jednak ja – jak wspomniałem na początku nadal używam domyślnych ustawień, bo są dla mnie wygodne – przyjdzie czas na dopieszczanie. Obecnie rozwiązałem to tak, że do ogarniania paneli nad głową używam zapisanego widoku kamery w X-Camera. Jednak założę się, że co bardziej doświadczeni koledzy zarówno z XP jak i TrackIR podzielą się trikiem jak to wszystko ogarnąć samą głową.

Odbiornik/kamera ma bardzo przydatny detal, który wg mnie ułatwia kontrolę nad działaniem urządzenia. Są to mianowicie dwie lampki, które są umieszczone po bokach: lewa (patrząc od strony gracza) informuje nas, czy urządzenie odbiera sygnał od TrackClipa Pro (lub tej wersji na czapce), a prawa czy nastąpiło połączenie z grą. Reakcja urządzenia jest natychmiastowa – drapiąc się po twarzy i jednocześnie przysłaniając jedną z diod, lampka momentalnie gasła i się zapalała – co miało też odzwierciedlenie w ruchu kamery – w momencie utraty połączenia kamera po prostu zastyga, a nie zaczyna nam żyć własnym, szalonym życiem jak to miało miejsce w przypadku rozwiązania DIY.

Obecnie – odkąd mam TrackIR, latam właściwie tylko VFR (będzie tego z 20 godzin w przeciągu 2 tygodni posiadania TrackIR – tak u mnie to mega dużo w stosunku do czasu przed domowym komputerem w ogóle) – wg mnie takie swobodne rozglądanie się i podziwianie skrzętnie przygotowywanego Ortho i miast nabiera zupełnie nowego znaczenia, wręcz zaczęło sprawiać mi to przyjemność. Duże maszyny odeszły w chwilową odstawkę, bo na FL350 za dużo do podziwiania i rozglądania się nie ma – no chyba, że ja coś przeoczyłem 😉.

Trochę narzekania

Jednak życie to nie kolorowa bajka, gdzie wszystko jest idealne. TrackIR też ma swoje wady. Według mnie pierwsza z nich to cena. Tak – cena. Rozwiązania DIY pokazują, że takie rozwiązanie można zrobić kosztem kilkudziesięciu złotych.  Ktoś zapewne zaraz powie, że zaprojektowanie, wykonanie, patenty, testy, wynagrodzenia pracowników kosztują. Zgadzam się. Ale czy aż tyle? Szczególnie, że najnowsza wersja właśnie jest 10 rok na rynku. Żadnego nowego rozwoju. Ktoś może powie, że jest to już (prawie) doskonałe rozwiązanie. Możliwe, i nawet mogę się zgodzić, że jest to niemal idealne rozwiązanie. Miłe jest to, że mimo 10 lat urządzenia na rynku, ostatnia wersja oprogramowania wyszła w 2016 roku, to nadal są dodawane nowe tytuły wspierające TrackIR – jednak nie wiem, na ile to możemy zawdzięczać pracy zespołowy NaturalPoint, czy samych twórców gier.

Druga – w pewien sposób – wada  to komfort używania tego przy jednym monitorze. Od razu zaznaczę, że jestem świadomy ograniczeń jakie z tego płyną i w żaden sposób nie rozciągniemy widzianego fizycznie obrazu. Jednak momentami odchylam lub obracam głowę w taki sposób, że zaczynam patrzeć na monitor kątem oka, co jest kompletnie nie wygodnie i w ogóle bez sensu. Być może jest to kwestia dopieszczenia krzywych działania w ustawieniach oprogramowania, jednak – jak zaznaczałem od samego początku – są to moje spostrzeżenia i przemyślenia z pierwszych chwil używania omawianego sprzętu. Jednak chyba idealnym rozwiązaniem było by posiadanie 3 monitorów (lub jednego ultra wide) i używanie TrackIR jako dopełnienia.

Trzecia rzecz, która mi przeszkadza, to fakt, że albo jestem uwiązany do biurka 2 metrowym kablem z patykiem na głowie, albo musiałbym chodzić w czapce po domu, co przy 30-35 stopniach jakie mam latem w pokoju z komputerem to jakaś abstrakcja.  Pewnie dałoby się go zamontować jakoś inaczej, ale chyba nie po to płaciłem połowę najniższej pensji w kraju, aby kombinować jakoś mocno z DIY.

Na sam koniec zostawiłem kwestię mocowania TrackClip Pro. Producent zaleca montaż po lewej stornie twarzy na pałąku słuchawek. To, że po lewej, a nie dowolnej można jeszcze zrozumieć – jednak diody są umieszczone nie symetrycznie i może to mieć wpływ na odczytywanie ich przez oprogramowanie itp. etc.
No luz. Ale ten montaż na słuchawkach. Dlatego też sam uchwyt mocujący jest ogromny, toporny, ciężki, kiepski i w ogóle go nie polubiłem. Niby jest uniwersalny i założy się na (prawie) wszystkie słuchawki.
Tylko, że ja nie gram w słuchawkach?! Nie po to zainwestowałem w solidny zestaw głośników, aby męczyć się w wielkich słuchawkach z pałąkiem do którego zamocuje TrackClip Pro. Wystarczy, że w pracy przez 8 godzin dziennie mam ciężkie, masywne słuchawki (taka praca z mediami).

I tu znalazłem pewien trik, który pozwala mi w sposób całkiem komfortowy nosić TrackClip Pro bez słuchawek. Zainwestowałem 9,99zł w popularnej drogerii i kupiłem …opaskę do włosów. Tak, damska opaska do włosów, szerokości ok 1,5cm, która całkiem wygodnie siedzi na mojej głowie w miejscu słuchawek i pozwala wygodnie trzymać TrackClip Pro. Może i wygląda to głupio, no ale działa – i wciąż jest wygodniejsze niż noszenie czapki lub słuchawek.
Jeśli ktoś ma wygodniejszy, fajniejszy patent na zamocowanie TrackClip Pro, bez nadmiernego DIY – dajcie mi koniecznie znać! 😊

 

Koniec

Możecie się ze mną ( i moimi przemyśleniami ) zgadzać lub też nie. Zaznaczałem to wielokrotnie i zrobię to ponownie: to moje subiektywne zdanie z pierwszych chwil używania TrackIR. Ktoś może powie, że dużo go tu zachwalałem, bo pewnie go dostałem albo zapłacili mi za to. Nic z tych rzeczy. Zapłaciłem za niego sam. Dziewczyna nadal myśli, że kosztował 180zł. Inaczej pewnie pisałbym spod mostu 😉 Ale jak to mówią: oby po naszej śmierci nie sprzedali naszych zabawek po cenie, jakiej mówiliśmy, że kosztowały 😉 Tak więc ostatnim zdaniem podsumowującym: mimo iż jest drogi, to warto, szczególnie jeśli nie możemy sobie pozwolić na VR/wiele monitorów.

Do zobaczenia na VATSIMie lub jednym z torów w Irce! 😊

TrackIR można nabyć u oficjalnego polskiego dystrybutora.

2 komentarze

  1. Witaj, dobry materiał!
    Ja w momencie w którym nie potrzebuję słuchawek montuję urządzenie inaczej. Mianowicie ze starych słuchawek wykorzystuję ten pałąk słuchawkowy. Usunąłem słuchawki i do niego przyczepiam Track Clip’a.
    Także jeżeli masz jakieś zaległe nie używane to polecam. Lub ew zakup jakieś noname’y i z nich możesz zostawić sobie pałąk. 🙂

    Serdecznie pozdrawiam,
    Mariusz Napora

  2. Kilka uwag 🙂 przede wszystkim zerknij do mojego poradnika – https://www.youtube.com/watch?v=9h4I0XFe_zg – pomoże Ci rozwiązać większość problemów z ruchami głowy.

    Po drugie – zdanie odrębne 😉
    1. Jeśli patrzysz na monitor kątem oka to powinieneś zmienić ustawienia skalowania ruchu. Po to są regulowane, żeby je dopasować. Patrz zalinkowany poradnik.
    2. Track IR Pro (ten zaczep z diodami) obraca się w oprawie i można go montować również po prawej stronie. Działa w tej konfiguracji poprawnie. Nie zauważyłem, żeby producent gdzieś zastrzegał, że trzeba go montować po lewej, choć faktycznie – instrukcja pokazuje na ilustracjach właśnie ten wariant.
    3. Co do uchwytu – faktycznie może początkowo budzić wątpliwości (moje budził). Ale kilka lat i kilka par słuchawek później muszę zweryfikować pierwotną ocenę. Niekoniecznie „toporny”, raczej „solidny” (działa idealnie, jak pierwszego dnia). Niekoniecznie „ciężki”, co „uniwersalny” – miałem bardzo różne słuchawki i z każdymi działał.
    4. Uwiązanie jest relatywne – nic nie stoi na przeszkodzie, by diody Track IR zasilać power bankiem. Cały ten kabel USB to tylko zasilanie 5V. Choć dziwi mnie to, że nie wykonano dla Pro Clip zasilania baterią – majsterkowicz może się pokusić o takie rozwiązanie. Jeśli chcemy pozostawić Tracka w oryginalnej formie – zasilanie przenośne sprawdzi się idealnie – wieszamy power bank na fotelu i podłączamy kabel.
    5. Wersja DIY – jeśli ktoś chce używać Tracka bez słuchawek i pomajsterkować – można usunąć najbardziej masywną część zaczepu i zamontować Tracka bezpośrednio do jakiejś opaski (np. starego pałąka po słuchawkach). I dla równowagi baterię 5V po drugiej stronie. Będzie bezprzewodowo i wygodnie.

Skomentuj