Mam na imię Piotr, ale mów do mnie Pierre, takiego mnie znają. Za parę dni skończę 69 lat. Pochodzę z Olsztyna, a przygoda z Solidarnością zmusiła mnie do emigracji i 35 lat mieszkałem we Francji. Z zawodu jestem geodetą i programistą. Wróciłem do Polski, a właściwie wysłano mnie w delegację i tak dopracowałem do emerytury. Prywatnie jestem realizatorem dźwięku, muzykiem, iluzjonistą, fanem Marka Knopflera i kolekcjonerem gitar. Mam własne studio nagrań, robię filmy i tak sobie pomieszkuję na wsi. Mój syn jest informatykiem i pracuje dla Airbusa. Córka natomiast znów wyciągnęła ode mnie kasę….

Nie lubię pisać o sobie i robię to na prośbę Jaromaza, więc proszę mieć pretensje do niego …

Od dawna chciałem sobie polatać na symulatorze lotów, ale na Mac’a nic nie było, więc dałem sobie spokój. Któregoś dnia (w maju) przeczytałem o X-Plane 11. Nareszcie coś na Mac’a. Postanowiłem spróbować. Pobrałem wersję „demo”, ale szybko stwierdziłem, że nie wystarcza (z komercyjnego punktu widzenia spełnia więc swoje zadanie). Kupiłem więc wersję „full”, by się do tego wirtualnego latania przekonać.

Nie jestem zawiedziony.

Coś tam pamiętałem z kursu szybowcowego i pomyślałem, że dam radę. W latach siedemdziesiątych (w średniej szkole) zapisałem się z kolegą do aeroklubu. Przeszliśmy wszystkie badania we Wrocławiu i zaczęliśmy szkolenie szybowcowo-spadochronowe. Kilka skoków… i zdarzył się śmiertelny wypadek. Rodzice nie wyrazili zgody na kontynuowanie przygody z lataniem.

Sama instalacja X-Plane 11 jest prosta i nie wymaga wielkich umiejętności. Angielskiego nie używam (Francuz) więc ustawiłem sobie język na francuski. Instrukcja ściągnięta. I od niej zacząłem. Lubię czytać instrukcje. Mam swój sposób. Najpierw oglądam z grubsza, by wiedzieć co w niej znajdę, potem czytam pobieżnie, następnie trzecie czytanie, jak w Sejmie RP i już wszystko wiem. Polecam ten sposób, bo jest efektywny.

Czas na dalsze ustawienia. Najważniejsza jest grafika i przy niej posiedziałem trochę. Jest ok. Wiem o co chodzi i jaki to ma wpływ na wydajność i płynność programu. Wybrałem samolot, lotnisko i … druga instrukcja. Co w tym samolocie jest, po co i jak się tego używa? Tu muszę przyznać, że twórcy zadbali o wszelkie instrukcje. Niektóre są w kilku językach i dobrze. Oczywiście po polsku nie ma nic, bo my o to nigdy nie zadbaliśmy i to w każdej sprawie. Na Youtube są filmiki, ale nie wszystkie spełniają moje oczekiwania (Polecam jednak FilekTV, albo CaptainSpeaking). Instrukcja do Cessny 172SP w zupełności wystarczy. Zajęło mi to dwa tygodnie. Czas na pierwszy lot. Wiedziałem, że będzie ciągnąć w lewo, więc jakoś udało mi się utrzymać na pasie i w górę. Tu kilka problemów z opanowaniem czułości myszy i kwadracika z krzyżykiem, ale da się. Kusiło mnie jednak do jakiegoś innego sprzętu. Mój X-Plane zainstalowany jest jak wspomniałem na Mac’u, więc poszukiwałem porady na forach. Nic. U producentów joysticków też próbowałem. W sklepach nie wiedzą co sprzedają. Instrukcja co prawda sugeruje dyskretnie, że każdy powinien działać. Wystarczy że jest na USB. Musiałem jednak być pewien, bo to „coś” kosztuje. Pewną informację zdobyłem od Francuzów. Znalazłem sklep, który specjalizuje się w grach na komputerach Mac OS i tam oficjalnie potwierdzono moje przypuszczenia. Tu mała dygresja. We Francji nie można rozprowadzać drogą oficjalnej dystrybucji urządzeń, programów, gier itp. bez instrukcji producenta w języku francuskim. Kiedy my o to zadbamy? Poszukiwanie joysticka zajęło mi dwa dni, ale trzeciego dnia otrzymałem joystick z przepustnicą. Konfiguracja prosta i działa bez zarzutu. Będzie pan zadowolony, pomyślałem.

Latam, powolutku i do przodu. Poczytałem sobie o prędkościach, zasadach, fizyce lotu. O trójkątach sferycznych, nawigacji, GPS-ach nie musiałem, bo panuję nad tym od 1989 roku. Zawód wyuczony się przydał. Latam z jednego lotniska na drugie. Nawet się nie rozbijam. Lądowania nie są jeszcze top, ale nie mam się czego wstydzić. Na forach zaskoczyły mnie jednak dyskusje, w których najwięcej mówi się o sceneriach, lotniskach, grafice, a najmniej o pilotowaniu samolotu. O co w tym wszystkim chodzi? Dałem się namówić na polskie dodatki od DD i to był w mojej ocenie błąd. To jest zupełnie zbędny wydatek i nie pomoże mi w nauce latania. Pilot ma się skoncentrować na przyrządach, mapach, a nie na widokach, mniej lub bardziej zielonej trawie, lepiej lub gorzej odwzorowanych budynkach. Pilot to nie pasażer. Pilot jest odpowiedzialny za ludzi i ich życie. Nawet autopilot nie zwalnia pilota od obserwacji i koncentracji na przyrządach. I tu myślę, że twórcy X-Plane właśnie na tym się najbardziej skoncentrowali. Latanie widokowe? Do tego są paralotnie, motolotnie i inne szybowcowo-podobne. Chociaż i tu z widoków niewiele się pamięta, bo cały czas trzeba panować nad sprzętem. Więc o co tu chodzi? Latanie widokowe Boeingiem 737-800 ZIBO? Żeby zobaczyć chmury, albo miasta z góry? Po co? Wystarczy Google Map, albo dobry dron z kamerą. Symulator lotu, to nie jest gra. A jeśli nawet ktoś tak ten program zakwalifikuje, to grając w szachy nikt się nie rozgląda wokół, a koncentruje się nie na kolorach figur czy pionów, ale na szachownicy. Gramy po to, by wygrać, a w symulatorze lotu oprócz wiedzy teoretycznej i trochę praktycznej gramy, by wygrać z samym sobą, z nawykami, z samochodowym myśleniem i zapanować nad samolotem. Można się bawić inaczej i rozglądać, ścigać się z innymi użytkownikami o to kto ma więcej samolotów, scenerii, lotnisk. Lotniska są do siebie podobne i nic tam ciekawego nie ma poza pasażerkami. W swoim życiu widziałem w realu ponad 20 lotnisk i niczego poza antyterrorystyczną, nadgorliwą i mniej lub bardziej chamską służbą kontrolną nie pamiętam.

W X-Plane 11 jest wystarczająca liczba lotnisk. Nie ma dla mnie żadnego znaczenia, czy są rzeczywistym odwzorowaniem. Można się nauczyć startować i lądować na każdym z nich. Pilot potrzebuje sprawnego samolotu, pasa, planu lotniska, checklisty, a nie ładnych budynków i kukieł za oknami. A jeśli komuś za mało, to zachęcam do latania na żywo. Powiem więcej. Każdy dodatek pożera nie tylko pamięć, ale w szczególności dysk i chłodzenie. Symulator nie korzysta z pamięci tak, jak na przykład Protools, albo AutoCad. Zauważyłem na forach i Youtube, że wielu pilotów używa X-Plane 11. Chciałbym wiedzieć po co? Cały czas w pracy? To nie jest zdrowe.

Z X-Plane 11 jestem zadowolony, bo na pierwszym miejscu jest pilot i samolot. Czy wszystko jest takie jak w realu? Nigdy tego nie sprawdzimy, ponieważ żaden człowiek nie wie co go czeka w każdej następnej minucie życia. Można odwzorować fizykę, procedury, spowodować awarie, turbulencje, wiatr, deszcz, ale nic można odwzorować psychiki, emocji i reakcji pilota podczas lotu w realu. W X-Plane 11 się nie zabijemy, nie ma żadnego ryzyka, a co za tym idzie prawdziwych emocji. Jest natomiast jedno ryzyko. Ryzyko uzależnienia się od wirtualnej rzeczywistości, utraty znajomych, bliskich. Chodzi o to, by któregoś dnia nie zawołać do żony: „Echo Whiskey Alfa”, bo to pierwszy krok do psychiatryka. Czy warto więc? Jeśli ktoś chce mieć minimum wiedzy o lataniu, lub zrobić licencję pilota, to warto. W końcu piloci też używają symulatorów lotu, by udoskonalać swoje umiejętności. Ja jednak nie jestem i nie będę pilotem więc nie muszę. Wolę grać jazz na gitarze. Zapomniałem o jednym. Najważniejszym w X-Plane 11 jest klawisz „P”. Można odejść od komputera, pogadać przez telefon, napić się kawy czy piwa. Jestem jednak pewien, że twój mózg ciągle myśli o tym, by ponownie wcisnąć ten klawisz.

Pierre 2022

PS. Umieściłem ten tekst, trochę okrojony, na stronie naszej fejsbukowej grupy. Od tej akcji upłynęło kilka godzin, a reakcja użytkowników pomogła mi zrozumieć pewne aspekty tej wirtualnej rzeczywistości. Dziękuję im za komentarze. Nic nie wiedziałem o VATSIM. Pilotów, którzy latają w sieci rozumiem, bo to jakby nie było podnosi ich umiejętności, a pasażerowie i oni sami tylko na tym zyskają. Jutro lecę do Paryża na Jazz Manouche Festiwal i oddaję swoje życie w ręce pilota, który mam nadzieję trenuje i potrafi rozróżnić VR od R. Trening czyni mistrza. Virtual Reality to nierealny świat w postaci trójwymiarowego obrazu stworzonego przy pomocy nowoczesnych technologii informatycznych udostępniany za pomocą komputera, który ukazuje wydarzenia, przestrzenie i przedmioty. Z założenia ma działać na ludzkie zmysły w taki sposób, aby mózg nie mógł odróżnić tego, co rzeczywiste od tego, co fikcyjne. Mam nadzieję, że VR nie zagraża pilotom i pozostaje bez wpływu na ich zdrowie psychiczne i fizyczne. Wszystko dla ludzi, ale zawsze z umiarem. Przyznam jednak, że boję się trochę tego wirtualnego świata z powodów, o których pisałem wcześniej. Nie wiem jednak czy „jutro” nie zweryfikuje mojego podejścia.

2 komentarze

  1. Pozwolę się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że wystarczą tylko lotniska. Latam Cessną 172 (z REP) nad fotoscenerią Zvorto i dopiero po jej zainstalowaniu mam namiastkę tego co przeżyłem pilotując prawdziwą Cessnę, lecąc nad okolicą w ktorej mieszkam i którą znam bardzo dobrze z rowerowych wycieczek. Latam na symulatorze bez GPS-a a jedynie obserwując teren pode mną. Odnośnie płatnych scenerii lotnisk i ich otoczenia to nie mam ich za dużo ale latanie nad LOWI od ORBX daje dużo frajdy. Zakupiłem rownież scenerię True Earth GB South oraz kilka angielskich lotnisk i to w moim przypadku były słabo wydane pieniądze bo wolę latać nad Polską Zvorto. Dobrze jednak że mamy wybór jeśli chodzi o scenerie i każdy może dopasować ją do własnych potrzeb.

    1. Jak sam napisałeś „namiastkę”. Ale nic mi do tego. Baw się dobrze. Pozdrawiam. Z przykrością jednak muszę napisać, że tu nie można mieć swoich poglądów, wątpliwości, opinii. Trzeba być za, aby pozostać w grupie na facebooku. Przykre, bo mi to przypomina czasy ubeckich aparatczyków. A wydawało mi się, że jest z kim „pogadać”.

Skomentuj