Symulator lotu, rzecz znana zarówno pilotom wirtualnym, jak prawdziwym doskonale i obecnie wszechstronnie rozwinięta, nie jest wynalazkiem tak nowym, jak mogłoby nam się wydawać. Już u zarania awiacji, konstruktorzy i operatorzy wszystkich maści urządzeń latających zauważyli, że wsadzenie żółtodzioba do aeroplanu, włączenie silnika i wysłanie go w przestworza, być może nie jest najlepszym pomysłem w szczególności jeśli właściciel miał jakiekolwiek nadzieje na ponowne użycie samolotu (i często samego pilota). Już na początku XX wieku, francuski producent maszyn latających epoki pionierów lotnictwa, firma Antoinette, podjęła się pierwszej próby stworzenia maszyny, która miała za zadanie nauczyć lotnika podstawowych odruchów. W wyniku tych prac powstał prawdopodobnie pierwszy symulator lotu w historii, dumnie nazwany „beczką Antoinette”.

Beczka Antonette

Pilot, wychylając drążek, wychylał całe urządzenie w odpowiednim kierunku. Urządzenia tego typu (nazywane „link trainer’ami”) funkcjonowały z mniejszym lub większym powodzeniem do późnych lat czterdziestych, kiedy to Boeing rozpoczął produkcję modelu 377 (to nie literówka), a wraz z nim zaawansowany symulator lotu, który posiadał nawet system wizualizacji tego, co dzieje się na zewnątrz – składający się z rzutnika i kamery poruszającej się nad makietą terenu w pomieszczeniu obok.

Kokpit Boeinga 377

Dzięki temu modelowi zauważono potencjał symulatorów w szkoleniu pilotów i rozpoczął się intensywny rozwój symulatorów komercyjnych, aż do stanu znanego nam dzisiaj. Dostępność tego typu „zabawek” była mocno ograniczona dla typowego Kowalskiego lub raczej Smith’a, aż do roku 1975, kiedy na rynku pojawiła się gra „Interceptor”. Jednakże pierwszym dużym krokiem był rok 1982 i wydanie pierwszego symulatora lotu Microsoftu.

Microsoft Flight Simulator – rok 1982

Obecnie mamy właściwie nieograniczone możliwości symulacji, od prostych zabawek, do super skomplikowanych programów jak X-Plane 11. Możemy symulować lot każdego statku powietrznego, a odwzorowanie samolotów takich jak chociażby Boeing 737-800 od Zibo, robi wrażenie nawet na realnych pilotach. Sprzęt którego używamy, zaczyna się od latania strzałkami na laptopie, a kończy na fanatykach budujących kokpity w skali 1:1 zajmujące pół mieszkania.

Zaawansowany Homecockpit

Wirtualni lotnicy zadają sobie wiele pytań. Czy prawdziwi piloci latają na symulatorach? Jak to ma się do rzeczywistości? Czy umiałbym polecieć prawdziwym samolotem ucząc się na komputerze?

Otóż tak! Ogrom pilotów latających prawdziwymi maszynami często umila sobie czas wolny latając wirtualnie. Zarówno piloci zawodowi, jak i Ci latający rekreacyjnie, sięgają do symulatorów – w różnych celach. Możemy latać dla samego latania, dla podtrzymania umiejętności, czy też dla spełnienia marzeń o dalekich lotniskach i egzotycznych samolotach. Szczególnie w czasach koronawirusa ta wirtualna przyjemność wraca do łask (przy okazji pomagając, aby nawyki nie zaszły rdzą).


Tak więc jak ma się to nasze wirtualne latanie do rzeczywistości? To już zależy od nas. Z racji mnogości ustawień i różnych poziomów wykonania samolotów. Od prostych default’owych samolotów z X-Plane, do dodatków study level. Będąc szczerym, sam pierwszy raz siadając do Zibo byłem zaskoczony odwzorowaniem systemów samolotu. Wirtualnym lotnikiem jestem od kilkunastu lat. Mając wcześniejszy kontakt z 737 z PMDG i iFly, muszę jednak przyznać, że sama fizyka lotu, odczucie masy i inercji, które daje nam Zibo, jest naprawdę niesamowite i bardzo zbliżone do rzeczywistości. Użytkując ten samolot zgodnie z procedurami Boeing’a, czy poszczególnych operatorów, jesteśmy w stanie odwzorować prawdziwy lot bardzo dokładnie. Jedyną rzeczą, jaką nam brakuje, to kontrola ruchu lotniczego, co jak wiemy łatwo możemy rozwiązać za pomocą sieci takich jak Vatsim, czy IVAO.


Czy umiałbym polecieć prawdziwym samolotem ucząc się na komputerze? To pytanie dręczy wielu, a odpowiedź nie jest jednoznaczna. Symulator, niezależnie jak skomplikowany by nie był, nie jest w stanie odtworzyć niektórych doznań sensorycznych wynikających z poruszania się samolotu w przestrzeni trójwymiarowej. Przechylenia i przeciążenia, nawet te, które serwowane są pilotom liniowym w profesjonalnych hydraulicznych symulatorach poziomu D, nie są tym samym, co odczujemy podczas prawdziwego lotu.

Symulatory w centrum szkoleniowym Lufthansa

Tak więc na pewno będziemy w stanie nauczyć się podstawowych zasad, procedur, czy odruchów, ale nie poczujemy samolotu. Tym samym piloci (nawet z dużym nalotem) szkoląc się na nowy typ, po zakończonym szkoleniu symulatorowym muszą odbyć również szkolenie na samolocie, aby się w niego dobrze „wlatać”. Nie jest to długie szkolenie, po około 40 godzinach na symulatorze Level D, pilot musi odbyć co najmniej 6 startów i lądowań na danym typie, co z reguły jest wystarczające, aby dopuścić go do szkolenia na linii z pasażerami lub ładunkiem zależnie od przewoźnika. Pilot ze wcześniejszym doświadczeniem na „ciężkim” typie może uzyskać odstępstwo od tej jednakże linie lotnicze często pozostawiają ten etap również dla doświadczonych lotników.

Screen ze współczesnego symulatora: X-Plane 11

Podsumowując tą część, czy można się nauczyć latać? Byłoby to trudne, ale możliwe, ważne jest w samodzielnym lataniu na symulatorze, żeby wiedzę uzyskiwać od doświadczonych kolegów i uczyć się „fachu” prawidłowo. Z mojego doświadczenia instruktorskiego, osoby które rozpoczynają szkolenie podstawowe do licencji PPL na samolocie i miały kontakt z symulatorami, bardzo często wyrabiają sobie wiele nieprawidłowych nawyków, które ciężko jest w późniejszym czasie zniwelować, aczkolwiek muszę przyznać, że poziom latania manualnego tych osób, jest z reguły o wiele wyższy, niż poziom człowieka, który takowego kontaktu nie miał. A latanie online? Vatsim, IVAO czy PilotEdge? Czy te sieci mogą oddać rzeczywistość? Pozwólcie, że nie będę oceniał, która z tych sieci jest lepsza, latałem w IVAO i Vatsim i każda ma swoje wady i zalety. Jest to element, który na pewno dodaje realizmu i pozwala zanurzyć się w symulacji jeszcze głębiej, ale jak wiemy poziom ludzi którzy latają online może być różny, co jest jak najbardziej zrozumiałe z racji, że lotnictwo wirtualne powinno być dostępne dla wszystkich! Tym samym latanie online wymaga dodatkowych pokładów cierpliwości i osobiście przyznaję, że po wielu latach latania po całym świecie, latanie online nie jest dla mnie wielką radością i nierzadko rezygnuję z przyłączenia się do sieci, aby móc w pełni cieszyć się samym lotem.

Autor
Autor

Podsumowując, latajcie! Latajmy ile możemy i na tyle na ile mamy możliwości. Rozwijajmy się w wirtualnym świecie lotniczym i zdobywajmy kolejne osiągnięcia. W wirtualnym lotnictwie każdy może posmakować lotnictwa i tylko od was zależy, na ile będzie to realistyczne. Współczesne symulatory dają nam nieograniczone możliwości, od szybowców, do skomplikowanych samolotów pasażerskich i każda forma takiego lotnictwa jest warta spróbowania. Warto jednak pamiętać, aby uczyć się tego naszego lotnictwa z uwagą, szczególnie jeśli macie marzenie, aby kiedyś zdobyć licencję pilota. Wirtualny świat daje nam nieograniczone możliwości. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o mnie i moim wirtualnym lataniu, zapraszam na kanał YouTube: CaptainSpeaking.

Fly Safe,
Jerzy Hałaj

Skomentuj