Poniżej krótka gawęda poświęcona początkom latania w sieci, przede wszystkim VATSIMowi. Nie będę opisywał chronologicznie faktów, bo te można znaleźć w czeluściach “internetów”, ale skupię się na tym, jak zapamiętałem ten okres. Bez wątpienia będzie to retrospekcja na wskroś subiektywna, bo nie wszystko przecież pamiętam, a i moje opinie nie muszą być zgodne z powszechnie funkcjonującymi.

Pod koniec 1998 roku powstała organizacja o nazwie SATCO (Simulated Air Traffic Controller Organization), która była protoplastą VATSIM i IVAO. Następnie pojawiła się ISPA (International Simulator Pilots Association), a wszystko połączył SATNET, czyli grupa serwerów umiejscowiona w Galveston w Teksasie. Po wejściu do sprzedaży FS98 został on bardzo szybko zintegrowany ze środowiskiem Squawkbox`a i – moim zdaniem – wtedy wspólne latanie w sieci “was born”.
12 lipca 2001 roku SATCO formalnie przekształciło się w VATSIM, czyli Virtual Air Traffic Simulation Network. W tym dniu VATSIM Board of Governors, jako sukcesor rozwiązującej się organizacji, podpisała porozumienie z założycielem SATCO Randy Whistlerem.

VATSIM zadeklarował się jako organizacja “non-profit”, udostępniająca bezpłatnie swoją sieć internetową wszystkim osobom zainteresowanym lataniem online jako pilot, lub też pełnieniem funkcji wirtualnego kontrolera przestrzeni powietrznej (ATC). Sieć zyskała błyskawicznie ogromną popularność i w 2009 r. miała już ponad 200 000 zarejestrowanych członków. Obecnie liczba ta sięga prawie pół miliona.
Zgodnie ze strukturą organizacyjną wyróżniono sześć regionów: Afryka, Bliski Wschód, Europa, obie Ameryki i Oceania. W ramach regionów powstawały oddziały czy też dywizje poszczególnych krajów. Polska nie była wyjątkiem i dzięki wielkiemu zaangażowaniu oraz ciężkiej pracy wielu pasjonatów bardzo szybko została zaliczona do czołówki. Ceniono nas za aktywność oraz wysoki stopień profesjonalizmu, zarówno pilotów jak i kontrolerów,
Nie sposób tutaj wymienić wszystkich, którzy włożyli ogromny wysiłek i serce w budowanie polskiej VATSIMowej społeczności. Jest ich bardzo wielu, a i moja pamięć jest nie taka jak dawniej. Dlatego wspomnę wyłącznie kilku, których najlepiej pamiętam i którzy z różnych względów najbardziej zapadli mi w pamięć. Mam nadzieję, że wszyscy pozostali nie będą czuli się rozczarowani czy rozżaleni.

Pierwszą osobą, o której trzeba powiedzieć, to Michał “Zulus” Zazula, który przez długi okres był szefem polskiego VATSIM i razem z drugim Michałem, Michałem Rokiem, zbudowali tak dobrą pozycję Polski w sieci VATSIM.


Michał Rok – w głębi na zdjęciu po lewej. Michał “Zulus” Zazula na zdjęciu po prawej

Ci dwaj dżentelmeni byli znani i cenieni nie tylko u nas, ale także w innych krajach, a w szczególności w Centrali VATSIM.
Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Zulusem, gdy podczas bardzo długiego obiadu dyskutowaliśmy mój pomysł utworzenia “kawiarenki internetowej” (tak to się kiedyś nazywało), przeznaczonej dla miłośników wirtualnego latania. Zaczęliśmy koło południa u mnie w domu, a skończyliśmy późną nocą w Ursusie na imprezie dla kontrolerów.
“Oba” Michały byli znakomitymi kontrolerami, pilotami, no i oczywiście edukatorami. O lataniu i kontrolowaniu wiedzieli chyba wszystko i mogli o tym opowiadać bez końca. Mieli ciągle nowe, świeże pomysły na niestandardowe imprezy, tak aby przyciągnąć i zarazić pasją do latania jak największą liczbę osób.

Jedną z imprez, którą dobrze pamiętam, była rywalizacja linii lotniczych na jak najbardziej punktualne i zgodne z rozkładem wykonanie jak największej liczby lotów. Rozkład lotów przygotowali organizatorzy i każda zgłoszona linia deklarowała, które trasy będzie obsługiwać. Warunkiem było takie wybranie tras, aby była ciągłość lotów, tzn. jeżeli pierwszy lot był na trasie EPKK – EPWA, to następny musiał zaczynać się w EPWA. Jeżeli z EPWA lecieliśmy do EPGD, to następny lot musiał zaczynać się w EPGD. Kolejny warunek był taki, że każdy lot musiał obsługiwać inny pilot i nie mógł on wystartować do momentu, kiedy nie przyleciał jego poprzednik i nie dokołował na miejsce parkingowe. Punkty karne otrzymywało się zarówno za spóźnienia, jak i za wcześniejszy przylot. Na wszystkich aktywnych lotniskach byli zalogowani kontrolerzy. Całość była bardzo skrupulatnie kontrolowana i zliczana za pomocą specjalnej aplikacji, przygotowanej przez Michała Roka. Uczestniczyłem w tej imprezie z Altair VA i, o ile dobrze pamiętam, zajęliśmy drugie miejsce. Koledzy byli zachwyceni pomysłem, organizacją i poziomem kontrolerów. Zaowocowało to licznymi, pozytywnymi komentarzami na zagranicznych forach, a także częstszym wybieraniem Polski jako kraju docelowego. Ethan (tak jak ten od psa) ze Szkocji napisał mi kiedyś, że jak Polska “świeci”, to on lata po Polsce.

Inną imprezą, o której nie można nie wspomnieć, był „PapaGolf” Vatsim Fly-in. Były to zloty poświęcone pamięci Pawła Grządkowskiego. Paweł odbywał szkolenie na kontrolera PL-VACC pod opieką Michała Zazuli i Michała Roka, i bez problemów zdobył uprawnienia. Jednak miesiąc później zniknął z ekranów. Niewiele osób wiedziało, że zmagał się z bardzo poważną formę mukowiscydozy, ciężkiej choroby układu oddechowego i pokarmowego. Pomimo poważnych kłopotów z oddychaniem, Pawko, bo tak był nazywany, marzył o byciu wirtualnym kontrolerem i to mu się udało. Z powodu choroby jego głos był zmieniony, początkowo wszyscy uznawali go za dziecko. Prowadziło to do pewnego rodzaju nieporozumień, ale on zawsze był miły, wyrozumiały, cierpliwy i w pełni profesjonalny. Osobiście odbyłem kilka lotów pod jego kontrolą.

Pawko tak mocno kochał wirtualne lotnictwo, że poprosił, aby pochowano go w koszulce PL-VACC. Jego prośba została spełniona. Europejski oddział VATSIM – VATEUD awansował go pośmiertnie do kontrolerskiego stopnia CTR na VATSIM.

Przy okazji dorocznych zlotów, zbierano dobrowolne wpłaty na walkę z mukowiscydozą.

Później odszedł od nas jeden z pierwszych polskich wirtualnych pilotów, Paweł Fidala – na zdjęciu poniżej. Paweł, znany też w realnym lotnictwie, był założycielem jednej z pierwszych polskich wirtualnych linii o nazwie Exin. Piloci tych linii latali na ukochanych przez Pawła samolotach AN-24.
Kończąc wątek personaliów chciałbym jeszcze wspomnieć o kilku osobach, które z różnych względów zapadły mi w pamięć. Naszym guru wśród pilotów był wtedy Michał Buciak ksywa Butik. Na zdjęciu poniżej siedzi na pierwszym planie, a stoi Adaś Łagoda, który o samolotach i kotach wie wszystko.

Na kolejnym zdjęciu pierwszy z prawej to Czarek Wieroński – dla mnie historyczny kontroler. Pod jego kontrolą odbyłem swój pierwszy lot na VATSIM. Twierdzi, że nie pamięta, ale opieprzył mnie wtedy solidnie. Zresztą bardzo słusznie, bo nie wiedziałem co to jest QNH. Natomiast długowłosy kolega z sumiastym wąsem, w środku, to Sławek Domanek, długoletni szef wirtualnego LOT-u.

Na zdjęciu poniżej jest Piotrek Rogalski, któremu pomagałem w opanowaniu tajników latania na symulatorze (teraz jego miejscem pracy są Polskie Linie Lotnicze LOT), a po prawej Wojtek Krzywda wydawca pierwszych profesjonalnych scenerii Polski – cykl VFR Poland.

Nie mam niestety żadnego zdjęcia doktora Piotra Nowickiego, którego rad zawsze warto było wysłuchać.
W pierwszych wspominkach pisałem, jakim wyzwaniem było zaopatrzenie się w niezbędny sprzęt do latania oraz zdobycie podstawowej wiedzy i dokumentacji, które umożliwiały sprostanie dosyć wysokim wymaganiom kontrolerów. Musimy pamiętać, że nie było wtedy na YouTube tysięcy filmów i filmików z lepszymi czy gorszymi poradnikami jak latać w sieci.

Większe dywizje VATSIM publikowały na swoich stronach materiały szkoleniowe dla swoich zarejestrowanych pilotów i kontrolerów. Tam również można było czasami znaleźć aktualizowane zbiory map.
W Polsce, pierwszą i chyba jedyną była strona Aviation Home, która udostępniała bardzo dobrej jakości poradniki, procedury czy instrukcje. Strona działa do dzisiaj i prawie nic nie straciła na aktualności. Dalej jest to podstawowe kompendium wiedzy, którą powinien posiadać każdy, kto chce bawić się w wirtualnego pilota.

Kontrolerzy mieli swój sformalizowany system szkolenia, ustalony przez regulacje VATSIM. Otrzymywali niezbędne podręczniki oraz krajowego opiekuna, z którym przechodzili cały cykl treningowy zakończony egzaminem. Niestety, piloci nie mieli zwykle tego komfortu i musieli uczyć się i zdobywać niezbędną wiedzę samemu lub w liniach lotniczych, w których byli zarejestrowani. Dlatego najlepszym rozwiązaniem dla pilotów było związanie się z dobrze zorganizowanymi liniami, które zapewniały wsparcie teoretyczne i praktyczne. W Polsce, o ile dobrze pamiętam, liderami były: LOT, Poland Cargo, Simnetair, Aztec i Exin.

Wspomniałem o mapach. Najprostszym rozwiązaniem był zakup aplikacji FSNavigator, do której AIRAC aktualizowany był bezpłatnie. Bardziej szczegółowe mapy były do zdobycia w zasadzie jedynie na stronach krajowych AIP. Niestety, nie wszystkie kraje udostępniały je za darmo.

Na koniec wątek osobisty. Wspomniałem o moim pierwszym spotkaniu z Zulusem, którego tematem wiodącym była idea otwarcia “kawiarenki internetowej”, dedykowanej fanom latania wirtualnego. Pomysł takiego projektu chodził mi po głowie od pewnego czasu, a jego realizacja stała się realna w 2003 roku. Moje plany zakładały otwarcie wielostanowiskowego centrum, gdzie osoby zainteresowane lataniem na symulatorze (wtedy był to FS 2002) mogły za niewielka opłatą oddawać się swoim pasjom. Wszystkie stanowiska miały być połączone siecią wewnętrzną i z Internetem oraz utrzymywać określony standard szeroko pojętego hardware`u. Uprzedzając fakty, wyglądało ono tak jak na środkowym zdjęciu powyżej.

Każdy zainteresowany miał mieć dostęp do map, manuali samolotów i bieżących porad tzw. obsługi. W zamyśle było nawiązanie współpracy z polskim VATSIM i organizowanie wspólnych imprez czy eventów, jak to się dzisiaj mówi. Takie założenia przedstawiłem Zulusowi, który odniósł się do nich lekko sceptycznie w kwestii opłacalności całej inwestycji, wyrażając wątpliwość, czy uda mi się znaleźć dostateczną liczbę chętnych, aby zapewnić niezbędne wykorzystanie wszystkich stanowisk. Powiedział mi także, że podobny pomysł ma Michał Wiśniewski (dla młodszych Czytelników informacja: był kiedyś taki zespół Ich Troje, o którym można sobie “wyguglać”, poczytać i posłuchać). Przyjął on inną koncepcję: kilka bardzo dobrze wyposażonych stanowisk, zbliżonych standardem do profesjonalnych symulatorów lotniczych. Projekt Michała miał funkcjonować na zasadzie klubu, gdzie zaproszone osoby, w ustalonych terminach, mogły przyjść i polatać.
Swoje zamiary zrealizowałem i na warszawskich Stegnach powstało coś, co nosiło nazwę FlightSim Tower (tylko parter, tam gdzie są zielone żaluzje).

Otwarcie było bardzo uroczyste. Byli dziennikarze, była telewizja, podpisaliśmy porozumienie o współpracy z PL-VACC, była kawa i były pączki, co widać na zdjęciu poniżej.

Niestety później przyszła proza życia i sprawdziły się wszystkie przewidywania Zulusa. Biznesowo projekt raczej się nie obronił i po roku przeniosłem go do Piaseczna oraz zmniejszyłem liczbę stanowisk. Niestety, po następnych 12 miesiącach całość zlikwidowałem.

Mimo niezbyt szczęśliwego zakończenia, cały pomysł i czas, jaki temu poświęciłem, oceniam pozytywnie. Przede wszystkim polscy “VATSIMowcy” mieli miejsce, gdzie mogli się spotykać, polatać, pogadać i wymienić doświadczeniami. W cyklicznych imprezach uczestniczyło bardzo dużo osób, a część z nich nawet specjalnie przyjeżdżała na nie do Warszawy. Były to okazje do bezpośrednich spotkań kontrolerów z pilotami, które dawały możliwość wyjaśnienia sobie wielu spornych kwestii i skutkowały polepszeniem relacji pomiędzy obu stronami.
Odbywające się w soboty wspólne loty VFR w sieci wewnętrznej, były bardzo udane i z dobrą frekwencją.

Przygotowywałem plan lotu w jakichś ciekawych sceneriach, zapraszałem kontrolera i wszyscy razem wyruszali w powietrze. Scenariusz przewidywał zawsze nie tylko korespondencję z kontrolerem, ale wymuszał także interakcję pomiędzy pilotami, symulując na przykład awarię radaru. Piloci musieli wtedy między sobą ustalić kolejność lądowań i utrzymywać bezpieczną separację w czasie lotu. Biorąc pod uwagę, że wybierali sobie różnej wielkości samoloty, a czasami helikoptery, w niektórych sytuacjach dochodziło teoretycznie do poważnych zagrożeń bezpieczeństwa.

W ramach działalności prowadziłem także szkolenia od podstaw dla osób, które chciały poznać tajniki latania. Udało mi się wyszkolić ponad 20 osób, w tym 4 dziewczyny, które nawet próbowały lotów online, ale niestety gdzieś zniknęły z biegiem czasu.
W okresie lata zapraszałem dzieci, które spędzały wakacje w mieście. To doświadczenie było jednym z najciekawszych w moim życiu. Zaangażowanie i łatwość, z jaką dzieci przyswajały sobie umiejętność latania, były absolutnie fantastyczne.

Reasumując – uważam, że z perspektywy czasu nie był to czas stracony. Wiele przyjaźni i wspomnień z tego okresu przetrwało do dziś. A dzień dzisiejszy? W życiu każdego człowieka przychodzi taki czas, kiedy jesteśmy wolni od służbowych obowiązków i reżimów dnia codziennego. Możemy poświęcić się rodzinie i naszym pasjom. Latam w X-Plane, prowadzę swoja stronę internetową i kanał na Youtube, składam i latam modelami samolotów RC. Ostatni prezent od mojej małżonki, w postaci drona ze stajni DJI, zawładnął mną całkowicie. Dron wyposażony jest w dosyć przyzwoitą kamerę, więc rodzą się nowe hobby – fotografia i film. Po tylu latach w korporacji nigdy nie zakładałem, że nie pracując mogę być bez przerwy tak zajęty. Ale mądra maksyma (mojego autorstwa) mówi, że: „Dopóki coś robisz to żyjesz. A im więcej robisz, tym pełniej żyjesz“.

Wspomnienia spisał i zilustrował: Stanisław Stanel Lisonek
. Fotografie ze zbiorów Autora.


Dodatek redakcyjny

Ten wpis to zaktualizowana wersja artykułu umieszczonego w drugim numerze Magazynu Wirtualnych Pilotów Take-Off!.

Jeden z komentarzy

  1. Cześć,
    Kapitalny artykuł, aż się łezka w oku ciśnie z względu na wspomniane tu osoby i hisorię Pl- vacc. Zaczynałem w 2007 roku i rzeczywiście wspomniany tu portal aviaton-home był dla mnie prawdziwą skarbnicą wiedzy. Pół roku uczyłem się zasad virtualnego lotnictwa z tej strony zanim przystąpiłem do pierwszego lotu online. Od 7 lat latałem offline, ale dopiero latanie na Vatsim dało mi tą namiastkę prawdziwego latania. Mapy, procedury, komunikacja – po cichu czytałem to nawet w pracy w wolnych chwilach min. na forum pl-vacc gdzie posty Zulusa i innych pozwalały na pogłębienie wiedzy. Samego Zulusa poznałem na imprezie, którą organizował u siebie w domu w Krakowie – wielki zlot vatsimowskiej braci w moim rodzinnym mieście, chyba (skleroza) w 2008 roku. Spotkaliśmy się na lotnisku, wizyta na górce przed progiem pasa 25 w EPKK, a wieczorem grill w domu u Zulusa gdzie zjechała się vatsimowska społeczność z całej Polski. Jedną z gwiazd, na którą broń Boże się nie kreował był Stasiu Dzrzewiecki. Przybyło oczywiście wielu innych znanych kontrolerów i pilotów z tamtych czasów, pewnie wielu jest aktywnych do dziś: min. późniejszy szef Pl – vacc Lechu Koniec, czy znany wszystkim kontroler i pilot, autor wielu ciekawych informacji na forum – Dominik Kraśniewski. Impreza przy ognisku, brzdękaniu na gitarze i śpiewach trwała do rana i podziwiam rodzinę Zulusa i jego samego, że to wszystko przetrzymali 🙂 Wspomnę tutaj, że nie był to koniec spotkań w Krakowie. Już po roku 2010 pod wpływem inicjatywy na forum, spotkaliśmy się przy piwku na barce zaparkowanej na Kazimierzu przy wiślanym brzegu: przybyli wtedy ówczesny szef polskiej dywizji Rafał Bardel, doskonale znany z wielu lotniczych for Krzysiek „Rzemyk” Rzemiński, Michał Rochowski i rany …. ta skleroza – jeszcze ktoś (Michał Sypoś ?). Później tych spotkań było jeszcze parę w Krakowie min. przy okazji Małopolskiego Pikniku Lotniczego, a odwiedzili Kraków min. piloci Cassubian: Sebastian Budzyła, Sławek Wawak i znany kontroler/pilot Tomek Sokołowski. Czasy się zmieniły, nastało nowe pokolenie, które IMHO daje radę. Brakuje tylko od czasu do czasu spotkania gdzieś w realu, ale może narodowy lockdown i siedzenie w domu da impuls do tego żeby kiedyś, gdzieś, coś zorganizować 🙂

Skomentuj